Czasem, zapewne częściej niż czasem…mamy poczucie rezygnacji. Przy okazji tak symbolicznej daty jak 31 grudnia spoglądamy wstecz i z dystansu obserwujemy miniony rok. Widzimy jak wiele rzeczy nam się udało a jednak nasza natura ludzka lubi szukać dziury w całym i wysuwa na pierwszy plan te chwile czy wydarzenia które nas bolą. To dzień w którym postanawiamy…coś zacząć lub coś skończyć. Zarówno jedno jak i drugie może wydawać się zadaniem ponad siły. Zadajemy sobie przy tym jedno proste pytanie…czy dam sobie radę? Nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi. Każdy z nas jest inny, ale tamtego dnia przekonałam się, że rzeczywistość odpowie nam nawet gdy wykonamy jeden drobniutki krok naprzód 🙂
Pluszcz – to ptak, żyjący w sąsiedztwie górskich strumieni, ponieważ jego unikatową cechą jest wskakiwanie do tych strumieni, czepia się wtedy silnymi nóżkami kamieni podłoża i brnąc pod prąd zbiera z dna różne przysmaczki. Na brzegu jest żywy, ruchliwi, charakterystycznie i uroczo przykuca (jak strzyżyk), zawsze chciałam go zobaczyć i zawsze wyobrażałam sobie, że to będzie musiało wiązać się z wyprawą na górski szlak, długim wypatrywaniem i cierpliwością.

31 grudnia 2025 roku, byłam z rodziną w Karkonoszach w Jeleniej Górze, jednak nie było przestrzeni czasowej na dłuższe wyjście w góry. Pojawiło się jednak okienko czasowe na spacer, wybraliśmy się na przechadzkę do Parku przy Pałacu w Wojanowie, płynie tam rzeka Bóbr. Wzięłam książka “Skrzydlate Akwarele” z moimi akwarelami ptaków z pomysłem by zrobić zdjęcie rozkładówki z pluszczem nad potokiem górskim, tak by było autentycznie. Nie oczekiwałam wiele, cieszyłam się, że był śnieg i szumiała woda. Przechadzamy się brzegiem a tu…pojawił się Pan bohater dnia, we własnej skrzydlatej osobie 😁 Podleciał na tyle blisko, że gołym okiem spokojnie można było pooglądać jak krząta się przy brzegu, wskakuje i wyskakuje z wody. Na tyle długo zabawił, że udało mi się nagrać go na komórkę i to nawet w jednym ujęciu z fragmentem z mojej książki.
To spotkanie z pluszczem było tym bardziej poruszające, że nie było wymuszone…oczekiwane. Pojawiło się dokładnie w chwili, gdy odpuściłam racjonalną kontrolę i uznałam, że “to niemożliwe”. W takich momentach świat odpowiada “a jednak”.
Wracając do tego jednego drobniutkiego kroku naprzód, gdy jesteśmy zrezygnowani, gdy mamy chwilę zwątpienia…mimo wszystko spróbujmy, wykonajmy go. Nie musiałam robić sobie wyprawy w jakieś bardziej spektakularne miejsce jak wodospad Szklarki…zwykły Bóbr, nawet nie w samych górach tylko w kotlinie wystarczył by zadziała się mała magia.
Marzenie nie spełniło się “zamiast rzeczywistości” ale wydarzyło się w niej. Poza zatrzymaniem to doświadczenie w sobie, chciałam się nim podzielić, jako dowód, że nasze działania są bardziej sprawcze niż nam się wydaje, a świat – przyroda i ludzie odpowiedzą, gdy mówimy do nich swoim prawdziwym głosem 😊